parallax background

Czy wiesz co tak naprawdę odkładasz na później, w swojej gonitwie dnia codziennego?

To ja, czy czas tak za…….?
5 sierpnia 2020

W poprzednim wpisie pisałem o codziennym wyścigu jakiego doświadczamy w naszym życiu.

O tym czym jest, oraz że tak naprawdę to każdy z nas w nim uczestniczy. Czy tego chce, czy nie?
Obiecałem też, że kolejne trzy wpisy będą dotyczyć wybranych zagrożeń płynących z tego wyścigu
oraz tego w jakiś sposób ja sobie z nimi radzę, lub w jaki sposób nad nimi pracuję czasami z moimi klientami.



 

Pierwszym zagrożeniem jest odkładanie rzeczy na później

 

 

W tej sytuacji jest to wynikiem prędkości, z jaką pędzimy na drodze naszego życia. By osiągnąć swoje wymarzone cele, niejednokrotnie narzucamy sobie mordercze tempo.

Aby je utrzymać do końca wyścigu, musimy być bardzo mocno skoncentrowani. By nie popełnić błędu, by się nie potknąć i nie doznać kontuzji, przez co moglibyśmy wypaść z wyścigu. Gdyby tak się stało nie będzie wygranej. Nie będzie premii, awansu, nowego mieszkania czy auta. Nie zrobisz wielkiego biznesu lub zrealizujesz swojego innego marzenia. Na to sobie nie możesz pozwolić. Przecież to jest dla Ciebie ważne. Co inni powiedzą gdy odpadniesz, gdy przegrasz?

Trzeba zakasać rękawy i brać się do pracy. Robić więcej, szybciej. Marzenia czekają!!!

Tylko nie wiem, czy już zauważyłeś, że im szybciej biegniesz, im więcej masz na głowie pilnych spraw do załatwienia, tym jeszcze więcej rzeczy odkładasz na później. Z jakiegoś tajemniczego powodu uznajesz je za mało istotne w tej chwili, bo dokładnie teraz znajdziesz coś pozornie ważniejszego, pilniejszego do zrobienia. Może nawet w tej chwili, przeszła ci przez głowę myśl, by odłożyć na bok czytanie tych słów i zająć się czymś inny.


Czyż tak nie jest?

To teraz pomyśl, jak często w taki sam sposób odkładasz na później masę małych, drobnych rzeczy. Takich które lubisz i są wyjątkowe dla Ciebie. Rzeczy, które sprawiają, że czujesz się naprawdę dobrze, bo w tych małych chwilach odnajdujesz spokój, łapiesz oddech, regenerujesz się, nabierasz dystansu do wielu spraw. Jednym słowem, dzięki nim dbasz o siebie. To zaś przekłada się na twoje dobre samopoczucie, dzięki któremu robisz to, co robisz najlepiej, jak potrafisz. To jest ten czynnik mały magiczny czynnik, który sprawia, że jesteś dobrym pracownikiem, przyjacielem, partnerem, mężem, żoną, rodzicem.


Nie wiem, co to są za rzeczy, ale Ty dokładnie wiesz, co sprawia, że możesz poczuć się naprawdę dobrze. Może jest to kawa w ulubionej kawiarni, chwila z książką wieczorową porą, spacer z bliską Ci osobą, wspólna kolacja, spotkanie ze znajomymi lub coś całkiem innego?


 
 

Pewnie powiesz:

Oj tam, to tylko raz się tak zdarzało, no może dwa”.

Tylko że potem zdarza się kolejny raz i jeszcze jeden raz, aż wreszcie to, co ważne znika za liną horyzontu dzisiejszego biegu sprawiając, że odkładanie tych drobnych elementów życia zaczyna stawać się dla Ciebie codzienną rutyną, w której wyścig jest najważniejszym jej elementem.

 
 

Popatrz na to jeszcze z innej strony.

Pomyśl, ile fajnych, spontanicznych pomysłów poszło do kosza, bo zostały one odłożone na później, na jutro. Wiesz, chodzi mi takie sytuacje gdy np. idziesz ulicą i nagle dostrzegasz ładne kwiaty i wtedy pojawia się ta myśl: „Oj jakie ładne! Kupię je dla mojej ukochanej. Ucieszy się. Lubię ją miło zaskakiwać, bo w takiej chwili cudownie błyszczą jej oczy, pojawia się u niej ten niezwykły uśmiech i cała promienieje radością. Boże, jak ja to kocham”

Jednak za chwilę coś Cię powstrzymuje:

"Nie, nie teraz. Może jak będę wracał, a właściwie w kwiaciarni obok domu są ładniejsze, kupie je potem."

 

Tyle że potem, myślisz już o czymś innym, a tamta chwila już bezpowrotnie minęła. Ona już nigdy nie wróci.

 
 

Owszem, będzie jakaś kolejna, ale to już będzie kompletnie inna chwila. Czego innego będzie dotyczyć, inne myśli, emocje będą jej towarzyszyć.

Następstwem tego może być to, że za jakiś czas usłyszysz takie słowa:

„Nie jesteś już taki jak kiedyś. Spontaniczny, z kwiatami u progu. To, co kiedyś nas łączyło, zostało daleko za nami”

Spójrz teraz prawdzie w oczy.

Nie jesteś już osobą z tamtych dni. Nie jesteś już dobrym znajomym, przyjacielem, szefem, partnerem, rodzicem

Odłożyłeś przecież to wszystko na kiedy indziej. Te wszystkie drobne gesty, słowa, chwile, które miały być wyjątkowe. Tyle że to, „kiedy indziej”, nigdy nie nadchodzi. Z różnych przyczyn. Najczęściej po prostu myślami jesteś już gdzie indziej. Co innego zaprząta Twoją głowę. Masz inne ważniejsze rzeczy do ogarnięcia, a właściwie całą masę spraw. Czasami też po prostu zdarzają się wypadki i nigdy nie będziemy mieli możliwości powiedzieć czegoś ważnego drugiej osobie. Spędzić z nią po prostu kilku chwil. Z jakiegoś dziwnego powodu zakładamy, że jesteśmy nieśmiertelni i że zawsze będzie na wszystko czas, a przecież tak nie jest.

W sieci krąży pełno infografik z hasłami typu: “W życiu żałujemy najbardziej tych rzeczy, których nigdy nie zrobiliśmy”. Większość z nas jednak błędnie zakłada, że chodzi tu o jakieś wielkie rzeczy, ogromne wyzwania.

Nie wiem, jak ty, ale gdy ja patrzę wstecz, na swoją przeszłość, swoją historię to, to czego najbardziej żałuję, to są właśnie te drobiazgi. Niewykonane gesty, niewypowiedziane słowa, nieodbyte rozmowy. Żałuję całego tego utraconego czasu który mogłem spędzić z kimś, a tego nie zrobiłem, bo akurat było coś ważniejszego do zrobienia.

Odkładałem, bo się bałem, wstydziłem, myślałem, że nie wypada lub gdzieś pędziłem przed siebie na oślep, błędnie zakładając, że mam ważniejsze sprawy niż ta chwila. Ten czas tu i teraz. Myśląc, że tuż za rogiem jest to coś „WIELKIEGO” upragnionego. A jeśli nie za tym to za następnym i tak w kółko.

Tymczasem to właśnie w tych ulotnych chwilach które odsuwamy na później które nigdy nie nadchodzi, jest magia która sprawia, że to coś „Wielkiego” w naszym życiu się wydarza.


To wtedy mówimy „Tak, wchodzę to” robimy wielkie rzeczy, budujemy wielkie biznesy.

To w tej ulotnej sekundzie pojawia się ta radosna iskra, która nas rozpala i wtedy padają słowa „Tak, pakuje plecak i jadę na drugi koniec świata" i realizuje swoje marzenia.

To umiejętność zatrzymania się i dostrzeżenia tej chwili pozwala powiedzieć „Zostań", „Kocham Cię", „W sumie to tylko praca. Jutro to dokończę, a teraz zróbmy coś szalonego, spędźmy ze sobą wyjątkowy wieczór" i wtedy tworzą się niezwykłe relacje. Relacje które są początkiem cudownych przyjaźni, miłości na lata.

 
Dlatego mówi się że, gdy okładamy te wszystkie małe cudowne chwile, słowa, gesty na później to, tak naprawdę odkładamy na później swoje życie.
 
 

Jak ja sobie z tym radzę w tych zabieganych czasach?

Buduje sobie rutyny, nawyki. Które są dla mnie niczym PIT-STOP w wyścigach formuły F1 gdzie kierowca musi zjechać na chwilę z toru, by zmienić opony, do tankować auto, usunąć drobne usterki.

Bez tego nie ma szans ukończyć wyścigu na dobrej pozycji, nie wspominając już o wygranej.

Doskonałym przykładem takiego nawyku „PIT STOPU” są moje spotkania z wieloletnią przyjaciółką. Poznaliśmy się w mojej pierwszej pracy. Razem pracowaliśmy w jednym zespole przez dobre dwa lata, hmm… może trzy? Nieważne ;) :P Gdy Magda odchodziła z pracy razem doszliśmy do wniosku, że nie chcemy by ta znajomość nam zniknęła, rozmyła się. Chcemy by trwała, bo bardzo się zżyliśmy i byliśmy a właściwie jesteśmy dla siebie niczym rodzeństwo. Wtedy też wpadliśmy na pomysł, że nieważne co się dzieje. Pali się, wali się to raz w tygodniu znajdujemy czas by się spotkać. Spędzić chwile ze sobą. Kawiarnia, kino, muzeum, wystawa czy spacer mało istotne. Ma być to czas dla nas :D I tak tydzień za tygodniem, miesiąc za miesiącem, rok za rokiem. Stworzył się automatyczny nawyk. W tym roku będzie równe 20 lat naszej znajomości :D która przetrwała tak naprawdę dzięki temu małemu nawykowi. Nawykowi który sprawia, że raz w tygodniu spędzamy razem cudowny czas a nasze grono wzbogaciło się na przestrzeni lat o wspaniałego męża Magdy. Teraz w trójkę spędzamy wieczory przy kolacji, plotkując o wszystkim i o niczym i towarzyszy nam przy radosny śmiech. I nieważne jak bardzo zarobiony jestem to w kalendarzu mam na stałe wpisane „Wtorek – Spotkanie z Magdą” Jest to element mojego kalendarza który zawsze jest uwzględniony i resztę zajęć planuję tak by ten dzień był aktualny.

Mam takich świadomie wyuczonych nawyków całkiem sporo.

Nawyk który każe mi raz w tygodniu pomyśleć kogo dzisiaj nawiedzę, do kogo zadzwonię, gdzie w moim ukochanym hamaku, w plenerze poczytam książkę. Nawyk chodzenia do kawiarni. Nawyk spędzenia dłuższego okresu w podróży z plecakiem przez świat. Nawyk uczenia się czegoś nowego, który każe poszukać mi nowej wiedzy do rozwinięcia swoich umiejętności zawodowych lub po prostu spróbować czegoś nowego. Nawyk porannych treningów, dzięki nim rozpoczynam dzień w towarzystwie pozytywnych wariatów. Nawyk corocznych badań. Ten akurat to nie moje dzieło. ;) Został mi wgrany przez cudowną dziewczyna gdy byliśmy razem. Jeden kuksaniec, drugi plus mały opierdziel wiec zrobiłem to raz, potem drugi i teraz biegam co roku na badania. Jest to już automat. :D

W tej chwili możesz pomyśleć, że to nie jest spontaniczne i romantyczne. Nie ma w tym magii. Że jest to sztuczne. Że to już nie to.

Z drugiej strony gdybyś przyjrzał się komuś z własnego otoczenia. Komuś, kto jest właśnie tak spontaniczny, zwariowany w ten pozytywny sposób. Wiesz jak to jest gdy na niego lub nią patrzysz. Widzisz te spontaniczne zachowania i zauważasz w sobie to małą zazdrość. Możesz nawet usłyszeć w głowie ten głos który mówi Ci „ja też tak chce. Chce mieć w sobie tę nutę radosnego szaleństwa, chce być tak spontaniczną osobą” To gdybyś tak naprawdę dobrze się przyjrzał i przeanalizował, co dokładnie robi, kiedy to robi, jak to robi, to zauważyłbyś pewną powtarzalność w tych zachowaniach, pewną strukturę i wtedy zaczniesz uświadamiać sobie, że to też jest tylko nawyk u tej osoby. Tyle że ona nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Ty też do tej pory na to prawdopodobnie tak na to nie patrzyłeś.

 
 
Prawda jest taka, że większości składamy się z nawyków.
Samo uczestnictwo w wyścigu też jest zachowaniem nawykowym które sobie wyrobiliśmy. Najczęściej nieświadomie.
 
 

Mycie zębów. Nawyk!
Podjadanie chipsów. Nawyk!
Regularne treningi. Nawyk!
Sięganie po telefon, by sprawdzić, co u innych na FB. Nawyk!
Piątkowe wyjście na miasto ze znajomymi. Nawyk!
Myślenie o tym, że świat jest do dupy i wszyscy są przeciw mi. Nawyk!
Pozytywne myślenie, szukanie rozwiązań To też Nawyk!


Mamy ich mnóstwo!!!!

Jesteśmy sumą naszych własnych nawyków!!!!!


Dla tego warto im się przyjrzeć. Zobaczyć z jakich nawyków jestem zbudowany.

Usiądź i spisz sobie swoje zachowania nawykowe. Te które Ciebie ograniczają, nie pozwalają się realizować oraz te dzięki którym idziesz do przodu. Dobrym pomysłem też jest poprosić osoby bliskie by powiedziały nam jakie zauważają w nas nawyki, bo wielu z nich możemy najzwyczajniej nie zauważać. I tu będzie potrzeba Twoja otwartość na to co usłyszysz, żeby uniknąć zaskoczenia, a potem negowania informacji jaką dostaniecie mówiąc „Nie, nie ma takiej możliwości. Ja tak nie robię. Spadaj.”

Potrzebujesz sobie uświadomić pewne zachowania, by móc je zmienić. Więc miej w sobie otwartość na to co usłyszysz.

Gdy będziesz mieć już tą listę przyjrzyj się swoim nawykom ograniczającym. Ile ich jest, co to za nawyki.

Następnie pomyśl jakie nawyki chciałbyś/chciała zamiast nich tych sabotujących, odgraniczających. Jakie zachowanie sprawiłoby, że ruszysz do przodu, jakie nawyki zadbają o twoje zdrowie, dobre samopoczucie. Co potrzebujesz wprowadzić do swojego codziennego harmonogramu, by zacząć budować nowe pozytywne zachowania, które będą dla Ciebie wsparciem?

Może chcesz się nimi podzielić z nami lub ze mną? Pisz w komentarzach lub na priv. :)

Miłego i pozytywnie zakręconego dnia Ci życzę. :)

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *